Katarzyna Gintowt jest moją przyjaciółką, a o przyjaciółkach należy, zdaje się, pisać jak o zmarłych: dobrze albo wcale. Ale ja piszę, żeby Was ostrzec. Żeby potem nie było, że nie mówiłam.
Jeśli będziecie mieli okazję poznać Kasię osobiście, albo przynajmniej zobaczyć zdjęcie, dostrzeżecie, że to miła osoba o dość jednak zwyczajnym wyglądzie. Ma uroczy uśmiech i świetną fryzurę. Nasuwa się nawet słowo nobliwa
.
Ach te pozory! Katarzyna Gintowt jest bowiem osobą opętaną. I to nie przez szatana (chociaż kto ją tam wie?) tylko przez Kretę. Tak, tę wyspę z dobrym jedzeniem, na którą lubicie jeździć latem, żeby poleżeć na plaży. Kreta pożarła Kasi duszę, to jej (Kasi, nie Krety) własne słowa (mam to na piśmie!). Dopadła ją znienacka, bez ostrzeżenia.
Będziesz moja! – ryknęła i przywaliła Kasi obrazami: skałami, muszlami, zwierzętami, kośćmi, kolczastymi krzakami, splątanymi istotami zanurzonymi w bezlitosnym słońcu. Bo Kreta nie bierze jeńców, nigdy ich nie brała i nigdy ich brać nie będzie.
A znając Kasię, pewnie w odpowiedzi się uśmiechnęła i odrzekła:
– A, dobra, w sumie czemu nie.
I zaczęła przelewać na papier i płótno to, czym wyspa ją karmiła. Życie i śmierć, bez pudrowania, na granicy szaleństwa, powstawanie i unicestwianie materii, poważne, rubaszne, straszne, śmieszne i nawet nie wiem, jakich przymiotników jeszcze użyć. Bo sztuka Kasi nie siedzi w mózgu, siedzi w bebechach. Można o niej gadać, dobierając słowa, ale lepiej jest ją poczuć we własnym brzuchu.
Wystawa, którą widzicie, zatytułowana jest Robale
.
– Kasiu – mówię więc – trzeba by się jakoś odnieść do tego tytułu. Powiedz mi, jaki ty masz stosunek do robali.
– Opiekuję się nimi – pada odpowiedź.
I te słowa najlepiej podsumowują, czego powinniście się spodziewać po tej wystawie, Wy, którzy tu wchodzicie. Porzućcie wszelką nadzieję i dajcie się nakarmić cudownymi, organicznymi obrazami, które szarpną was za trzewia. A Wy poczujecie wdzięczność, bo uda Wam się dotknąć czegoś prawdziwego, a o to w dzisiejszych czasach coraz trudniej.
Tylko, na litość boską, uważajcie na swoje dusze!
Marta Guzowska, 2026
Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, Wydziału Grafiki i podyplomowego Studium Scenografii u prof. Józefa Szajny przy warszawskiej ASP. Malarstwa uczyła się w pracowni prof. Teresy Pągowskiej, a projektowania graficznego prof. Macieja Urbańca. Przez lata rozwijała swoją twórczość jako rysowniczka, malarka, graficzka i ilustratorka książek. Katarzyna Gintowt, od kilku lat mieszkająca na Krecie, malować zaczęła tam zupełnie inaczej niż w Polsce. Można nawet powiedzieć, że nieodwracalnie, bez powrotu do dawnego stylu. Zmiana miejsca życia okazała się dla Artystki także nowym i odkrywanym na gorąco wymiarem twórczości. Zanurzenie w rzeczywistość wyspy, wejście w inny rytm czasu, inny porządek materii, inne rozumienie życia i śmierci – zaowocowały pracami będącymi zapisem doświadczenia cielesności. Ukazują świat w jego najbardziej pierwotnym, nieprzetworzonym wymiarze. Tytułowe Robale
są i motywem, i światem samym w sobie. Robal – istota marginalna, często wypierana z pola widzenia – staje się symbolem podstawowych procesów życia i umierania: transformacji, rozkładu, ciągłości. Kompostu. Dla Artystki najważniejsza jest kreska – tłumaczy świat natury na kunsztownie dopracowany rysunek. W podobny sposób Minojczycy przetwarzali na abstrakcyjną kreskę otaczającą ich naturę. Klimat i krajobraz wyspy, surowy, skalisty, pełen kontrastów oraz jej historia, naznaczona nieustannym ruchem między powstawaniem i rozpadem, zmieniły i nadal zmieniają Artystkę – co sama przyznaje – w innego człowieka.
Magdalena Krowicka, 2026 Kurator wystawy