Galeria Apteka Sztuki

Wystawa: Prace i dni | Wojciech Tylbor-Kubrakiewicz | Czerwiec 2016

O wystawie

Zaproszenie na wystawę Prace i dni Wojciecha Tylbora Kubrakiewicza

Przestrzeń grafik Wojciecha Tylbora-Kubrakiewicza wprowadza w inny wymiar. Logiczny ciąg obrazów zostaje zerwany, a wraz z nim energia, która podtrzymuje kinetykę świadomości. Odnajdujemy tu wprawdzie elementy znajome, jednak zestawienia są przypadkowe, zawieszone w przestrzeni, pocięte liniaturą, niczym zagrabiony żwir w ogrodzie zen. Miejski pejzaż o cechach wanitatywnych, zaniedbane podwórko, sklepowy szyld wraz z zatarciem konturu tracą rozpoznawalną celowość i sens istnienia. Stają się tylko wyobrażeniem, wyłonionym z chaosu myśli, jednym z wielu swobodnie przepływających przez nasz umysł. Wydaje się, że proces komponowania nigdy nie jest zakończony. Towarzyszy mu chęć odnajdywania ale nie odnalezienia.

Artysta zabiera nas w podróż wewnętrzną, medytacyjną, gdzie każdy krok prowadzi do unicestwienia rozumującego intelektu, a zarazem przybliża do wewnętrznej przemiany, do wyciszenia, równowagi, spokoju – bliskich buddyjskiemu doświadczeniu satori.
Impulsem dla Tylbora jest podróż na Wschód, podejmowana po wielokroć i wciąż pozostawiająca niedosyt. Towarzyszy jej Zachwyt nad każdym prozaicznym przejawem materializującej się myśli ludzkiej, od rzeczy codziennego użytku – banalnych w swoim jestestwie po detal architektury, czy artefakt z muzeum. Ale jest tam również uczucie wyobcowania, nieprzystawalności do świata, kulturowego wykluczenia. Ta dychotomia ogranicza przeżycie, w pełni świadome. Dopiero w domu, w Warszawie możliwa jest analiza. Rodzący się dystans daje potencję syntezy. Forma wyłania się przypadkowo z okruchów pamięci. Uproszczona, czasami sprowadzona tylko do znaku albo symbolu zawisa w pustce przestrzeni, określonej równym rytmem linii linorytu. Tu poza czasem, bezemocjonalnie można odnaleźć chwilę – jej smak, zapach, delikatność faktury.

Materialność świata zatapia się w stanie medytatywnym, jak we śnie. Stara porzucona lodówka zderzona ze zdjęciami z obserwatorium astronomicznego w Jaipur przywołuje wizję prymitywnej sądy kosmicznej. Sceneria przypomina dekoracje do filmów Hasa. Olbrzymie kamienne konstrukcje marmurowych niecek, ponad którymi zawisa metalowe oko, wyznaczające miejsce ziemi we wszechświecie, dalej schody do nieba flankowane olbrzymi skrzydłami arkad i zdezelowany obiekt nic nie znaczącej cywilizacji – lodówka. Przychodzi do głowy sutra recytowana dzień w dzień przez mnichów w klasztorach zen:

Wszystko naznaczone jest pustką, nic nie ma początku ani końca, nic nie jest bez skazy, nic nie jest doskonale ani niedoskonałe. Tu w owej pustce nie ma ani kształtu, ani postrzegania, ani nazw, ani pojęć, ani wiedzy…

Energia świadomości wycofana ze sfery treści skupia się na próżni. Oko wiedzione wgłąb obrazu odkrywa bezmiar przestrzeni a perspektywa daje to dziwne wrażenie, które towarzyszy oglądaniu obrazów Tintoretta – milczącą, nieskończoną głębię.

Zdjęcia prac