Galeria Apteka Sztuki

Ogród za domem
Darek Pala
8–30 sierpnia 2025

Menu

Wesprzyj nas w naszej misji, tworząc zlecenie stałe: 88 1240 6074 1111 0010 2007 8790

Pozyskane środki przeznaczamy na rozwój Zakładu Aktywności Zawodowej Galerii Apteka Sztuki

Wieczorek poetycki: Jesienny bezkres | 4 października 2019

„Jesienny bekres” to tytuł kolejnego wieczorku, który odbył się w Galerii 4 pażdziernika 2019 roku. Było nam niezwykle miło po raz pierwszy gościć u nas na scenie Roberta Kamińskiego oraz Pana Andrzeja Chutkowskiego, laureata licznych nagród i wyróżnień. Pan Andrzej zachwycił nas swobodą i humorem, niezwykły był jego autorski wiersz „Krople wspomnień”. Wysłuchaliśmy piosenek w wykonaniu Beaty Wilguckiej oraz Anety Pierzynowskiej, która debiutowała na scenie Galerii.

Katarzyna Ziemińska

Wiersze

Andrzej Chutkowski. Ostatni listek. W przedpołudniowym słońcu przemija październik, a ja dziś właśnie przez ciszę parkową przechodzę. Ktoś inny, rzekłbym, kto jest bardziej niźli ja poetą, przystanąłby z pewnością na tej dziwnej drodze, albo przynajmniej zwolnił, zachwytem przejęty, stąpając po kobiercu miękkim, kolorowym, wsłuchany w szelest liści niby w szept namiętny, ledwo widocznej niewieściej postaci, którą by ten poeta z pewnością zobaczył, gdyby się tu przesnuwał miast mojej osoby. Widziałby ją, piękną jesień swym okiem natchnionym, jak z wolna zsuwa z siebie stubarwną tunikę i wpatrując się w drzewa wpół ogołocone, ujrzałby wśród gałęzi może postać Diany albo nadobnej Wenus czarowne ramiona i całą jej tę resztę, co się wtedy wyłoniła z piany, a którą później, przez stuleci tyle czyjeż to dłuta, czyjeż pędzle, pióra uwieczniały wzorcu kształtów każdy skrawek mały, a choćby i najmniejszy – przecież doskonały. Do tych arcydzieł sztuki, poeta prawdziwy potrafiłby niewątpliwie dodać coś od siebie, wzbogacić księgozbiory w nowych strof peany, skoro aż takiej wizji doznał pod jesiennym niebem, owej szaty, co tak opada liściem kolorowym, aż po ten jeden ostatni, co się jeszcze na gałęzi trzyma, ten, co go zawsze poeta – nie poeta pożera oczyma, mały drobiazg antyczny, ten listek figowy.

Transkrypcja wiersza „Ostatni listek” Andrzeja Chutkowskiego.

W przedpołudniowym słońcu przemija październik, a ja dziś właśnie przez ciszę parkową przechodzę. Ktoś inny, rzekłbym, kto jest bardziej niźli ja poetą, przystanąłby z pewnością na ten dziwnej drodze, albo przynajmniej zwolnił, zachwytem przejęty, stąpając po kobiercu miękkim, kolorowym, wsłuchany w szelest liści niby w szept namiętny, ledwo widocznej niewieściej postaci, którą by ten poeta z pewnością zobaczył, gdyby się tu przesnuwał miast mojej osoby. Widziałby ją, piękną jesień swym okiem natchnionym, jak z wolna zsuwa z siebie stubarwną tunikę i wpatrując się w drzewa wpół ogołocone, ujrzałby wśród gałęzi może postać Diany albo nadobnej Wenus czarowne ramiona i całą jej tę resztę, co się wtedy wyłoniła z piany, a którą później, przez stuleci tyle czyjeż to dłuta, czyjeż pędzle, pióra i uwieczniały wzorcu kształtów każdy skrawek mały, a choćby i najmniejszy – przecież doskonały. Do tych arcydzieł sztuki, poeta prawdziwy potrafiłby niewątpliwie dodać coś od siebie, wzbogacić księgozbiory w nowych strof peany, skoro aż takiej wizji doznał pod jesiennym niebiem, owej szaty, co tak opada liściem kolorowym, aż po ten jeden ostatni, co się jeszcze na gałęzi trzyma, ten, co go zawsze poeta – nie poeta pożera oczyma, mały drobiazg antyczny, ten listek figowy.

Robert Kamiński. Bajka smoka. Pierwej nad jajkiem się pochylali... dumni, czekali Kasi... i oto on - zniszczenie pierwsze... przęłkneli, złego powietrze... nie było miejsca już w tej jaskini... nie dla niego, cokolwiek uczynił... mrok, to jego dzieło towarzysz jedyny... fantazji, wielkie czyny... a na codzień, pogarda, odrzucenie... wszelkiego zła nasienie... tym miał dla nich być, tak prościej... wytłumaczyć wpierdol w imię miłości... wyuczył się, że bycie z kimś, to dlań akt łaski... mógł cierpieć, bolało a on i tak tkwił... przecież, oni idealni, zbierają pochwały... to z nim coś nie tak jest, za głupi, za mały... jak można wierzyć, w zakłamanie tak wielkie... widzisz...? mały smok się nauczył, nie zrywać się ze smyczy... skoro, nic mu się nie należy, prawa nie ma... to każda za zasięg linki wycieczka krwią będzie spłacona... rozerwaniem mięśni na strzępy... bo świat nie chce takiej legendy... tu dobro tam zło; ma być czarno na białym... nie popsuje tej idylli smok za mały

Transkrypcja wiersza „Bajka smoka” Roberta Kamińskiego.

Pierwej nad jajkiem się pochylali… dumni, czekali Kasi… i oto on – zniszczenie pierwsze… przełkneli, złego powietrze… nie było miejsca już w tej jaskini… nie dla niego, cokolwiek uczynił… mrok, to jego dzieło towarzysz jednyny… fantazji, wielkie czyny… a na codzień, pogarda, odrzucenie… wszelkiego zła nasienie… tym miał dla nich być, tak prościej… wytłumaczyć wpierdol w imię miłości… wyuczył się, że bycie z kimś, to dlań akt łaski… mógł cierpieć, bolało a on i tak tkwił… przecież, oni idealni, zbierają pochwały… to z nim coś nie tak jest, za głupi, za mały… jak można wierzyć, w zakłamanie tak wielkie… widzisz…? mały smok się nauczył, nie zrywać się ze smyczy… skoro, nic mu się nie należy, prawa nie ma… to każda za zasięg linki wycieczka krwią będzie spłacona… rozerwaniem mięśni na strzępy… bo świat nie chce takiej legendy… tu dobro tam zło; ma być czarno na białym… nie popsuje tej idylli smok za mały.

Jakub Ptaszyński, I tak wiecznie. patrzę na piorun
bo Bóg mi
zdjęcia robi
patrzę na deszcz
bo Bóg mi
łzy na okno wylewa
patrzę jak pająk
bo Bóg mi
kobiety pokazuje.
Rozebrałem się
tak całkiem
otworzyłem wejściowe drzwi
stanąłem na progu
postawiłem krok
w przestrzeń





postawiłem i drugi
żeby popatrzeć na liście.
Jeszcze kałuże
nie utkane
jeszcze niebo
nie oddało
całej objętości
swojego lamentu
deszcz jest jeszcze
rachityczny.
Otwartą dłonią
wzbogacam się
w kilka przeźroczystych
drobnych
prosto z nieba

Transkrypcja wiersza „I tak wiecznie” Jakuba Ptaszyńskiego.

patrzę na piorum, bo Bóg mi, zdjęcia robi, patrzę na deszcz, bo Bóg mi, łzy na okno wylewa, patrzę jak pająk, bo Bóg mi, kobiety pokazuje. Rozebrałem się, tak całkiem, otworzyłem wejściowe drzwi, stanąłem na progu, postawiłem krok, w przestrzeń, postawiłem i drugi, żeby popatrzeć na liście. Jeszcze kałuże, nie utkane, jeszcze niebo, nie oddało, całej objętości, swojego lamentu, deszcz jest jeszcze, rachityczny. Otwartą dłonią, wzbogacam się, w kilka przeźroczystych, drobnych, prosto z nieba.

Katarzyna Ziemińska. Jesień. W świeżych słojach drzew, Kiszę ogórki, Bo jesień, Piwnica pełna sadu, Rozpycha się na półki, Sąsiadów, I czuję ból, Koszonego siana, Przemieniam więc, Stopy na lżejsze, By nie ranić pól, By nie niszczyć wierszem, Złotego blasku liści...

Transkrypcja wiersza „Jesień” Katarzyny Ziemińskiej.

W świeżych słojach drzew, Kiszę ogórki, Bo jesień, Piwnica pełna sadu, Rozpycha się na półki, Sąsiadów, I czuję ból, Koszonego siana, Przemieniam więc, Stopy na lżejsze, By nie ranić pól, By nie niszczyć wierszem, Złotego blasku liści…

Piosenki

Transkrypcja piosenki „Dmuchawce” Katarzyny Ziemińskiej. Śpiewa Beata Wilgucka.

Gdzieś zgasło drzewo, płonące w lesie, tylko na nie spadł deszcz, gdy już wszystko się skończy, zerwij kiedyś dmuchawca, i zdmuchnij go za nas, gdy już wszystko się skończy, zerwij kiedyś dmuchawca, i zdmuchnij go za nas, już ucichł płomień, gdzieś benzyna lśni, flamastrowy dąb, gdy już wszystko się skończy, zerwij kiedyś dmuchawca, i zdmuchnij go za nas, gdy już wszystko się skończy, zerwij kiedyś dmuchawca, i zdmuchnij go za nas, już w ciszy zasypiam, chyba lobos gdzieś gra, gitarowy piach, gdy już wszystko się skończy, zerwij kiedyś dmuchawca, i zdmuchnij go za nas, gdy już wszystko się skończy, zerwij kiedyś dmuchawca, i zdmuchnij go za nas.